niedziela, 3 lipca 2016

Ostatnia i najdłuższa podróż.

16.03.16

Ostatni dzień w Laktaši. Po 9 miesiącach w dzikiej Bośni przyszło mi powoli wracać do kraju. Postanowiłam przed powrotem zabrać swój dobytek życia i odwiedzić parę miejsc. Wędrowanie z 17 kilogramowym plecakiem, 8 kilogramowym bagażem podręczny oraz laptopem okazało się średnim pomysłem, ale o tym zorientowałam się dopiero po 100 metrach próby dotarcia na przystanek.
Jestem pewna że na trasie mieszkanie- przystanek autobusowy (około 1 km) myślałam, że umrę około 5 razy.
Jakoś doczłapałam się na autobus do Banja Luki, by dalej ruszyć do Budvy w Czarnogórze. Za bilet zapłaciłam 51,5 km, czyli około 103 zł. Pisząc po ponad miesiącu o tej wyprawie wciąż pamiętam bardzo szczegółową kontrolę na granicy i że celnicy nawet nie trudzą się by mówić do Ciebie po angielsku. Po 12 godzinach jazdy autobusem udało mi się dotrzeć do Budvy.

17.03.16

Budva. Chyba jedno z najpiękniejszych miast jakie do tej pory widziałam. Szczególnie stare miasto. Żałuję, że nie miałam czasu jechać do Kotoru. Jeśli ktoś miałby ochotę tam jechać, chętnie pojadę z nim jeszcze raz!







 

18.03.16

Z racji, że moim punktem docelowym była Tirana skoro świt ruszyłam do Ulcinji by złapać autobus do Tirany. Gapiący się na Ciebie ludzie w autobusie są totalną normą i po jakimś czasie idzie do tego przywyknąć. Ta tej strasie widoki przed okno są niesamowite. Po dwóch godzinach czekania na autobus ruszyłam z Ulicnji do Tirany. I tu niestety skończyła się strefa gdzie rozumiałam cokolwiek, a w Albanii mało kto mówi po angielsku. Na moje szczęście gdy autobus zatrzymał się w Szkodrze i wszyscy zaczęli z niego wysiadać chłopak z Chorwacji przetłumaczył mi, że musimy zmienić autobus.
Tu zaczęło być trochę śmiesznie. Siedziałam w busie zmierzając w niewiadomym kierunku z tym chłopakiem oraz kierowcą, który nie mówił ani słowa po angielski i chorwacku. Zaczęłam myśleć, że może zaraz zawiozą nasz do jakiegoś podejrzanego szpitala i wytną organy. Dobra, niech zabiorą nerkę, ale niech zostawią paszport. Jeździliśmy tak dookoła miasta aż bus się zapełnił.
Jakoś dotarłam do Tirany, a dokładnie na jakiś parking w Tiranie gdzie zatrzymał się bus.
Gdy wsiadłam do taksówki, by dotrzeć do znajomych kierowca zapytał się skąd jestem. Po odpowiedzi gdy spytał ,, cześć, jak się masz?" trwała z karpiem na twarzy jakieś 10 sekund. Okazuję się, że co drugi Albańczyk miał kiedyś dziewczynę Polkę. No może nie co drugi.. bo spotkałam takich dwóch, ale i tak było to dla mnie wielkim zdziwieniem.
Tak ogólnie to należy uważać na wszelakich taksówkarzy oraz panów cokolwiek sprzedających. Na każdym kroku próbują Cię naciągnąć i wykorzystać Twoją nieznajomość albańskiego.
Tirana- chyba najbardziej skontrastowane miasto w jakim byłam, zaraz po Sarajewie. Bardzo kolorowe, jednak cały jego urok zabijają osiedla ledwo trzymających się kupy domów. Mimo to byłam pozytywnie zaskoczona.
Ruch uliczny jest tak szalony, że jeśli przetrwasz w Tiranie chyba już nic nie będzie w stanie Cie zabić.
Dojechać do Tirany jest bardzo łatwo, jeździ tam pełno autobusów. Jednak wyjechać z niej to już trudniejsza sprawa...Trzeba uda się na przystanek i po prostu krzyczeć gdzie się chce jechać, aż wyjdzie do Ciebie ktoś i powie, że jedzie w tym kierunku. Czasem stoją autobusy z tabliczkami gdzie jadą. W Szkodrze pełno taksówkarzy proponuje Ci podróż w niezwykle "okazyjnej"cenie jak 20-30 euro. Autobus powrotny do Czarnogóry było bardzo ciężko znaleźć. Drugą opcją jest po prostu znalezienie innych osób które jadą w tym samym kierunki i wzięcia razem z nimi taksówki. Tak też dostałam się do Ulcinji. 


 

21.03.16

Następną stacją była Podgorica. Jako miasto nie zachwyciło mnie samo w sobie. Może dlatego, że w 1944 została zrównana z ziemią. Pogoda nie pozwoliła na jakieś większe zwiedzanie. Ale najważniejsze do kogo się jedzie. Zabawne, że w Podgoricy nie ma komunikacji miejskiej, a wszyscy poruszają się taksówkami, cóż.. są po prostu tanie.



22-23.03.16

O 21 wyruszyłam na Belgrad. Bilet kosztuję około 24 euro. Droga autobusem zajęła mi około 12 godzin. Na szczęście znalazłam miły hostel w którym przyjęli mnie z otwartymi ramionami mimo tego, że byłam o 6 rano. Ach Ci bracia Serbowie.
W Tiranie zostawiłam słoneczną pogodę, a w Belgradzie zastał mnie śnieg.

24.03.16

I już o trzecie 3 w nocy musiałam wyruszyć na lotnisko. Może siedząc w samolocie zrobiło mi się chwilę smutno, że muszę wyjechać, ale stwierdziłam, że to już czas wracać do domu.
Na moje nieszczęście mój plecak w samolocie uległ zniszczeniu.
Czekając w Warszawie na polskiego bus stwierdziłam, że w życiu nie widziałam tylu ludzi czekających i walczących o miejsce w autobusie. Na szczęście na Łódź nie było tylu chętnych.Okazało się, że przez te 9 miesięcy Łódź się bardzo zmieniła. I to na lepsze!
W Łodzi udałam się już na busa do Uniejowa.
I tak oto zakończyła się moja bałkańska przygoda.









poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Sarajevo, Jahorina, Visoko, Mostar, Međugorje, Travnik - Bośnia i Hercegowina

Sarajewo, 19.02.16r.

Przez ten drugi wypad jakoś bardziej polubiłam to miasto. Miałyśmy jechać autostopem z Banja Luki do Sarajewa, nie wiem czemu wszyscy odradzali nam ten pomysł. Jednak zmieniłyśmy swe plany i wybrałyśmy się autobusem. Uwielbiam panie pracujące na dworcu autobusowym, zawsze z miną pogardy i lekko rozdymając usta informuje Cie, że autobus, którym chciałeś jechać nie istnieje, ewentualnie gdy ma lepszy dzień doda kiedy jest następny. Myślę, że owe panie poznały nas już tak dobrze i sądzą, że przychodzimy i wymyślamy sobie te autobusy. Inna sprawa, że nie wolno ufać rozkładom w internecie. W internecie jest jeden, na tablicy na dworcu jest drugi, a pani w okienku ma swój, trzeci, ten właściwy. Więc za każdy razem trzeba dzwonić na dworzec by dowiedzieć się o której godzinie jest autobus, zwłaszcza, że godziny odjazdów zmieniają się niczym w kalejdoskopie.





Nieważne czy jedzie się godzinę czy sześć zapewniona jest przerwa, przynajmniej 10 minutowa. Przez godzinę bez papierosa chyba wysiadłyby im płuca z przetlenienia. Niestety nie obdarzyli ich dyskrecją, przed wyjazdem tutaj trzeba przygotować się na ciągłe obserwowanie, zwłaszcza gdy rozmawia się w innym języku niż bośniacki, serbski czy chorwacki. 
Pan kierowca Dragan zatrzyma się wszędzie, nawet w szczerym polu, wystarczy mu tylko zamachać ręką. Dlaczego Dragan? Jeśli przyjedziecie do Bośni, zobaczycie, że co drugi mężczyzna ma na imię "Dragan". Forma zapłaty również jest ciekawa. Jakaś pani dawała kierowcy paczkę do zabrania i zapłaciła za tę przesyłkę 10 marek i 3 kanapki. 



Jahorina


Visoko, 20.02.16r.

Znalazłam gdzieś w internecie piękną historię o tym miejscu. Pewien amerykański archeolog stwierdził, że góry przypominają piramidy i na pewno pod warstwą ziemi ukryte są piramidy, do tego wyższe niż w samym Egipcie! Zrobili jakieś badania, góry jak góry, ale za to znaleźli tunel. Tunel jak tunel, nic specjalnego. Pan przewodnik opowiada o leczniczych i uzdrawiających mocach kamieni z tego miejsca, że jeszcze chwila, a sam by uwierzył w to co opowiada. Nawet nadali nazwy"piramidom" : Słońca, Księżyca i Miłości. 





Mostar

Pogoda na drodze zmienną była. 
Mostar, wspaniałe miasto, szalenie je lubię. W sumie głównie stare miasto, można je zwiedzić w jedno popołudnie. Na każdym kroku zaczepiają Cie sprzedawcy, którzy koniecznie chcą Ci coś wcisnąć, opanowali podstawy marketingu i witając Cie w trzech językach ,, Dobar dan, Hello, Dzień dobry". W okresie wakacyjnym musi przyjeżdżać tutaj bardzo dużo polaków, skoro sprzedawcy stwierdzili, że warto opanować ten język. Jednak królem biznesmenów został pan, który zachęcał mnie tekstem ,, taniej niż w Biedronce".







Međugorje

Uwielbiam widoki na trasie Međugorje- Mostar, potrafię przez te parę godzin gapić się tylko przez okno. Tak samo mam tylko na trasie Banja Luka- Jajce. 
Disneyland maryjny, sprzedają chyba wszystko z tym motywem. Prócz kościołu i jednego pomnika nic więcej tam nie ma






Travnik, 21.02.16 r.

Jakoś polubiłam to miejsce. Może nic wielkiego, główną atrakcją jest Zamek i dom Iva Andrića, ale chyba ludzie mnie w nim urzekli, którzy są bardzo mili i sami zaproponowali mi zobaczenie meczetu od środka. Niestety zdjęć nie mam, nie byłam pewna czy mogę je robić, a po co ryzykować? 







środa, 10 lutego 2016

Nowy Sad, Belgrad-Serbia!

      Nowy Sad              

                         W Serbii spędziłam tydzień: 4 dni w Nowym Sadzie i 3 w Belgradzie. Nieważne, ze w Belgradzie planowałam spędzić tylko 2... Słyszałam od znajomego z Laktaši bardzo fajną legendę na temat Nowego Sadu. Jeśli pójdziesz tam na studia będziesz pijany cały tydzień, a w następnym sprzedasz wszystkie swoje książki by jakoś przetrwać resztę miesiąca. To miasto ma coś takiego w sobie, że opróżnia Twój cały portfel. Po powrocie do Laktaši spojrzałam do portfela i zapłakałam. 
Choć niestety mogłam poświęcić na zwiedzanie Nowego Sadu jedno popołudnie i możliwe, ze nie zobaczyłam wszystkiego, jednak szalenie mi się podoba. A szczególnie życie nocne! No coś się dzieje w tym mieście, podobnie jak w Belgradzie. Jedno z dwóch miast na mojej liście, które muszę odwiedzić ponownie. W sumie nie wiem czemu, ale kochają tam Polaków lub akurat ja natrafiłam na tą miłość, ale raczej przyjmowali ten fakt z wielkim entuzjazmem. Gdy moi znajomi mówili skąd pochodzą reakcja była raczej w stylu : ,,Z Francji? No fajnie, fajnie", lecz gdy przychodziła moja kolej cały świat zapominał o francuzach skupiając swą całą uwagę na moim pochodzeniu. Każdy tutaj zna "kogoś, kto ma kogoś" w Polsce.Cytując starszą Panią, którą spotkałam w miejskim autobusie : ,,Polka! No my się rozumiemy!". 
Niestety większość mojej uwagi była poświęcona znajomym, których nie widziałam 4 miesiące, więc niestety nie zrobiłam wiele zdjęć. 


   


      Belgrad

                         Piękne miasto, zwłaszcza w słoneczne dni. Kipiące muzyką i wszelakimi ulicznymi artystami. Podczas mojej wizyty Serbia wygrała w water polo. Szalenie lubię ich dumę i radość gdy ich kraj wygrywa. Na ulicach pojawiło się pełno ludzi, kierowcy trąbili, ludzie wychylali się z samochodów z flagami Serbii. Zatrzymywali się na środku ulicy gratulując sobie zwycięstwa i nie przejmując się, że zakorkowali jedną z głównych ulic Belgradu. Jakoś to w nich bardzo lubię. 
Do Belgradu dotarłam pociągiem, który przypominał nasz polski interregio. Oczywiście tej starszej generacji. Kosztował około 4-6 zł, zatrzymywał się na każdej najmniejszej wsi, toteż jechał ponad 2 godziny. Jednakże miło wspominam tą podróż w zatłoczonym pociągu.


Fot. Aine Ní Threinir
  





A napisałam coś więcej specjalnie dla mojej ukochanej siostry Domki, która ciągle marudzi, że za mało piszę.