środa, 10 lutego 2016

Nowy Sad, Belgrad-Serbia!

      Nowy Sad              

                         W Serbii spędziłam tydzień: 4 dni w Nowym Sadzie i 3 w Belgradzie. Nieważne, ze w Belgradzie planowałam spędzić tylko 2... Słyszałam od znajomego z Laktaši bardzo fajną legendę na temat Nowego Sadu. Jeśli pójdziesz tam na studia będziesz pijany cały tydzień, a w następnym sprzedasz wszystkie swoje książki by jakoś przetrwać resztę miesiąca. To miasto ma coś takiego w sobie, że opróżnia Twój cały portfel. Po powrocie do Laktaši spojrzałam do portfela i zapłakałam. 
Choć niestety mogłam poświęcić na zwiedzanie Nowego Sadu jedno popołudnie i możliwe, ze nie zobaczyłam wszystkiego, jednak szalenie mi się podoba. A szczególnie życie nocne! No coś się dzieje w tym mieście, podobnie jak w Belgradzie. Jedno z dwóch miast na mojej liście, które muszę odwiedzić ponownie. W sumie nie wiem czemu, ale kochają tam Polaków lub akurat ja natrafiłam na tą miłość, ale raczej przyjmowali ten fakt z wielkim entuzjazmem. Gdy moi znajomi mówili skąd pochodzą reakcja była raczej w stylu : ,,Z Francji? No fajnie, fajnie", lecz gdy przychodziła moja kolej cały świat zapominał o francuzach skupiając swą całą uwagę na moim pochodzeniu. Każdy tutaj zna "kogoś, kto ma kogoś" w Polsce.Cytując starszą Panią, którą spotkałam w miejskim autobusie : ,,Polka! No my się rozumiemy!". 
Niestety większość mojej uwagi była poświęcona znajomym, których nie widziałam 4 miesiące, więc niestety nie zrobiłam wiele zdjęć. 


   


      Belgrad

                         Piękne miasto, zwłaszcza w słoneczne dni. Kipiące muzyką i wszelakimi ulicznymi artystami. Podczas mojej wizyty Serbia wygrała w water polo. Szalenie lubię ich dumę i radość gdy ich kraj wygrywa. Na ulicach pojawiło się pełno ludzi, kierowcy trąbili, ludzie wychylali się z samochodów z flagami Serbii. Zatrzymywali się na środku ulicy gratulując sobie zwycięstwa i nie przejmując się, że zakorkowali jedną z głównych ulic Belgradu. Jakoś to w nich bardzo lubię. 
Do Belgradu dotarłam pociągiem, który przypominał nasz polski interregio. Oczywiście tej starszej generacji. Kosztował około 4-6 zł, zatrzymywał się na każdej najmniejszej wsi, toteż jechał ponad 2 godziny. Jednakże miło wspominam tą podróż w zatłoczonym pociągu.


Fot. Aine Ní Threinir
  





A napisałam coś więcej specjalnie dla mojej ukochanej siostry Domki, która ciągle marudzi, że za mało piszę. 



1 komentarz: