Ostatni dzień w Laktaši. Po 9 miesiącach w dzikiej Bośni przyszło mi powoli wracać do kraju. Postanowiłam przed powrotem zabrać swój dobytek życia i odwiedzić parę miejsc. Wędrowanie z 17 kilogramowym plecakiem, 8 kilogramowym bagażem podręczny oraz laptopem okazało się średnim pomysłem, ale o tym zorientowałam się dopiero po 100 metrach próby dotarcia na przystanek.
Jestem pewna że na trasie mieszkanie- przystanek autobusowy (około 1 km) myślałam, że umrę około 5 razy.
Jakoś doczłapałam się na autobus do Banja Luki, by dalej ruszyć do Budvy w Czarnogórze. Za bilet zapłaciłam 51,5 km, czyli około 103 zł. Pisząc po ponad miesiącu o tej wyprawie wciąż pamiętam bardzo szczegółową kontrolę na granicy i że celnicy nawet nie trudzą się by mówić do Ciebie po angielsku. Po 12 godzinach jazdy autobusem udało mi się dotrzeć do Budvy.
17.03.16
Budva. Chyba jedno z najpiękniejszych miast jakie do tej pory widziałam. Szczególnie stare miasto. Żałuję, że nie miałam czasu jechać do Kotoru. Jeśli ktoś miałby ochotę tam jechać, chętnie pojadę z nim jeszcze raz!
18.03.16
Z racji, że moim punktem docelowym była Tirana skoro świt ruszyłam do Ulcinji by złapać autobus do Tirany. Gapiący się na Ciebie ludzie w autobusie są totalną normą i po jakimś czasie idzie do tego przywyknąć. Ta tej strasie widoki przed okno są niesamowite. Po dwóch godzinach czekania na autobus ruszyłam z Ulicnji do Tirany. I tu niestety skończyła się strefa gdzie rozumiałam cokolwiek, a w Albanii mało kto mówi po angielsku. Na moje szczęście gdy autobus zatrzymał się w Szkodrze i wszyscy zaczęli z niego wysiadać chłopak z Chorwacji przetłumaczył mi, że musimy zmienić autobus.
Tu zaczęło być trochę śmiesznie. Siedziałam w busie zmierzając w niewiadomym kierunku z tym chłopakiem oraz kierowcą, który nie mówił ani słowa po angielski i chorwacku. Zaczęłam myśleć, że może zaraz zawiozą nasz do jakiegoś podejrzanego szpitala i wytną organy. Dobra, niech zabiorą nerkę, ale niech zostawią paszport. Jeździliśmy tak dookoła miasta aż bus się zapełnił.
Jakoś dotarłam do Tirany, a dokładnie na jakiś parking w Tiranie gdzie zatrzymał się bus.
Gdy wsiadłam do taksówki, by dotrzeć do znajomych kierowca zapytał się skąd jestem. Po odpowiedzi gdy spytał ,, cześć, jak się masz?" trwała z karpiem na twarzy jakieś 10 sekund. Okazuję się, że co drugi Albańczyk miał kiedyś dziewczynę Polkę. No może nie co drugi.. bo spotkałam takich dwóch, ale i tak było to dla mnie wielkim zdziwieniem.
Tak ogólnie to należy uważać na wszelakich taksówkarzy oraz panów cokolwiek sprzedających. Na każdym kroku próbują Cię naciągnąć i wykorzystać Twoją nieznajomość albańskiego.
Tirana- chyba najbardziej skontrastowane miasto w jakim byłam, zaraz po Sarajewie. Bardzo kolorowe, jednak cały jego urok zabijają osiedla ledwo trzymających się kupy domów. Mimo to byłam pozytywnie zaskoczona.
Ruch uliczny jest tak szalony, że jeśli przetrwasz w Tiranie chyba już nic nie będzie w stanie Cie zabić.
Dojechać do Tirany jest bardzo łatwo, jeździ tam pełno autobusów. Jednak wyjechać z niej to już trudniejsza sprawa...Trzeba uda się na przystanek i po prostu krzyczeć gdzie się chce jechać, aż wyjdzie do Ciebie ktoś i powie, że jedzie w tym kierunku. Czasem stoją autobusy z tabliczkami gdzie jadą. W Szkodrze pełno taksówkarzy proponuje Ci podróż w niezwykle "okazyjnej"cenie jak 20-30 euro. Autobus powrotny do Czarnogóry było bardzo ciężko znaleźć. Drugą opcją jest po prostu znalezienie innych osób które jadą w tym samym kierunki i wzięcia razem z nimi taksówki. Tak też dostałam się do Ulcinji.
21.03.16
Następną stacją była Podgorica. Jako miasto nie zachwyciło mnie samo w sobie. Może dlatego, że w 1944 została zrównana z ziemią. Pogoda nie pozwoliła na jakieś większe zwiedzanie. Ale najważniejsze do kogo się jedzie. Zabawne, że w Podgoricy nie ma komunikacji miejskiej, a wszyscy poruszają się taksówkami, cóż.. są po prostu tanie.
O 21 wyruszyłam na Belgrad. Bilet kosztuję około 24 euro. Droga autobusem zajęła mi około 12 godzin. Na szczęście znalazłam miły hostel w którym przyjęli mnie z otwartymi ramionami mimo tego, że byłam o 6 rano. Ach Ci bracia Serbowie.
W Tiranie zostawiłam słoneczną pogodę, a w Belgradzie zastał mnie śnieg.
24.03.16
I już o trzecie 3 w nocy musiałam wyruszyć na lotnisko. Może siedząc w samolocie zrobiło mi się chwilę smutno, że muszę wyjechać, ale stwierdziłam, że to już czas wracać do domu.
Na moje nieszczęście mój plecak w samolocie uległ zniszczeniu.
Czekając w Warszawie na polskiego bus stwierdziłam, że w życiu nie widziałam tylu ludzi czekających i walczących o miejsce w autobusie. Na szczęście na Łódź nie było tylu chętnych.Okazało się, że przez te 9 miesięcy Łódź się bardzo zmieniła. I to na lepsze!
W Łodzi udałam się już na busa do Uniejowa.
I tak oto zakończyła się moja bałkańska przygoda.






nie mogę się doczekać jak już niedługo będę chodzić na Twoje prelekcje na eventach podróżniczych <3 :D
OdpowiedzUsuń